POETA I DUKATY

_

_

Królowa ujęła    

pergamin w obie dłonie 

i przycisnęła go    

do piersi

ten wiersz – powiedziała

to arcydzieło

pod każdym względem

ten wiersz to rubinowe 

jajko Fabergé

tętniące od środka

pulsem galaktyki

cały kosmos zawarłeś

w ledwie kilku 

słowach

nikt

nigdy

nie zagrał tak pięknie

na harfie mej

wrażliwości

jako dowód wdzięczności

na twą cześć 

poeto

jeszcze dziś każę nazwać 

twym imieniem 

najpiękniejszy z kwiatów   

w mym pałacowym ogrodzie

dziękuję

możesz odejść …

więc posłusznie wyszedł 

w głębokim

poddańczym pokłonie 

trochę zawiedziony

jako że liczył 

na chociaż kilka

dukatów

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Piotr Naliwajko

NIEŚMIERTELNOŚĆ  CZYLI WIERSZ DŁUGI  NUDNY  I PO GŁĘBSZYM NAMYŚLE  MAŁO KOMU POTRZEBNY … JAK SAMA NIEŚMIERTELNOŚĆ  WŁAŚNIE 

 

_

_

Świat był jedną   

wielką 

cuchnącą kałużą

przeżyłem kolejny dzień

ale jakby mnie przy tym

nie było             

i nie dbałem o to  

miałem już wszystkiego

naprawdę dość                  

więc ukradłem samolot

lecz inaczej niż tamci piloci

co w kleszczach desperacji

pikowali ku ziemi

ja poleciałem w górę

coraz wyżej                      

i wyżej                        

w zimny kosmos

w brak tlenu

to też jest metoda – pomyślałem  

lecz gdzieś w górnych warstwach 

stratosfery

śmigło przestało się kręcić             

i zaległa cisza

samolot płynął jak łódka

lekko się kołysząc                

dryfował coraz wolniej

powoli

aż głucho stuknął brzuchem       

o jeden z obłoków            

i wysiadłem              

i poszedłem przed siebie

i na jakiejś polanie

zobaczyłem wodospad

spadający gdzieś z góry

lecz nie z krawędzi skały

tylko jakby z nieba

i sam nie wiem dlaczego

zdjąłem ubranie                     

i stanąłem nagi                         

pod tym wodospadem

a woda zmyła ze mnie

wszystkie moje fizyczne

troski oraz bóle                

i poczułem się czysty

i lekki

jak nigdy dotąd

niewypowiedziana 

świeżość …

(trudno mi znaleźć słowa 

by ją tu opisać)                  

a moje ubranie

leżące w bujnej trawie 

było nagle wyprane                

czyste

i pachnące   

i gdy je włożyłem

powiedziano

“teraz jesteś gotów  

by się spotkać z Bogiem

skoro tu trafiłeś                            

będziesz mógł zadać jedno            

jedyne pytanie

i stanąłem przed obliczem 

Pana

który zresztą wyglądał

jak św. Mikołaj

(wtedy dotarło do mnie

że to On osobiście            

musi każdego roku 

e …mniejsza o to)

pytaj zatem – powiedziano

więc pamiętając powody

dla który się tu znalazłem

zapytałem :                            

czy Bóg mógłby 

duszę człowieka 

zmielić

zetrzeć w pył 

i zdmuchnac

tak by nie zostało 

nic

by jej już nie było

w niebie

w piekle

ani na ziemi

i nigdzie ?

zdumiało         

zasmuciło 

to moje pytanie

jako że nikt nie zakłada 

takiego obrotu spraw

“nieśmiertelność – powiedziano

jest pragwoździem 

którym definicję duszy                         

przybito na drzwiach 

katedry wszechrzeczy

a katedra owa

nie ma granic w czasie

ani ram w przestrzeni

a kazda dusza

to samotny galernik

w pocie czoła płynący 

w górę rzek przeznaczenia                 

które to rzeki z kolei 

nie mają źródeł               

ani ujść nie mają 

są nieskończone

nieśmiertelność duszy

to dar niezbywalny …

albo krócej mówiąc

zapomnij

wieczność macie

od zawsze  

na zawsze

w pakiecie

to powiedziawszy

nakazono mi odejść  

kiedy ja jestem strasznie

tak strasznie

śmiertelnie zmęczony  – powiedziałem jeszcze

i wtedy Pan nagle 

zrobił się cały 

niebieski

zerwał się od biurka

i rzucił papierami

i byłby skoczył do mnie

lecz go powstrzymano

ty jestes zmęczony ?!

ty ?! –   zawołał   

a co ty myślisz że ja               

że ja sam

nie mam już tego wszystkiego

naprawdę kuria 

dość ?!

paszoł won !

won !!!

wołał jeszcze   

grzmiał

ciskał gromy

i zabrano mnie stamtąd w popłochu

i bez słowa wysłano na ziemię …

odstawiłem samolot

do hangaru

(nikt nie zauważył)

i wróciłem do domu 

świat był nadal jedną

wielką

cuchnącą kałużą

ale teraz w dodatku 

już na pewno bez żadnej 

nadziei

że to się kiedykolwiek   

zmieni.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Alegoria Nieśmiertelności / Giulio Romano (ca 1540)

PRAWDA

_

_

Czasem budzi mnie w środku nocy

coś jakby naga prawda

w swej najczystszej

odartej ze złudzeń postaci

i oto widzę wyraźnie

moją durną

siermiężną przeszłość

poszarpane teraz

i co najgorsze

moją przyszłość …

(to nie jest przypadek

że statystycznie

najwięcej zawałów u mężczyzn

w moim wieku

ma miejsce w poniedziałki

o piątej nad ranem)

obracam mokrą poduszkę

na drugą stronę

uspokajam serce

i zasypiam z kołdrą na głowie

a potem

przy śniadaniu

obieram jajko ze skorupki

i kroję pomidora na ćwiartki

schludnie

elegancko

z wielką wprawą

jak gdyby nie stało się

nic.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

ilustr: Dari Zuron (דרי)

MŁODY BÓG

_

_

Jestem zmęczony

rób teraz co chcesz – powiedziałem

i padłem na plecy

na zimne prześcieradło

gdy wracała z łazienki

światło ulicznej latarni

wpadało przez otwarty

balkon

i lśniło na jej nagiej

mokrej skórze

niczym światło księżyca

na tafli baśniowego

jeziora

jej piękne

długie włosy

z wolna omiotły

moją twarz

potem pierś

potem brzuch

młody bóg – szeptała

młody bóg …

ujrzałem ją przypadkiem

40 lat później

te jej długie włosy

były całkiem siwe

choć wciąż piękne

przeszła obok

nie zawołałem

hej !

to ja !

pamiętasz ?

bo się wstydziłem

i bałem

że tamto wspomnienie

popęka i trzaśnie

jak krucha porcelana

chciałem by pozostało

niewzruszone

zawsze lśniące

i dla niej

i dla mnie.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Adam i Ewa / Tamara de Lempicka (1932)

RACHUNEK SUMIENIA

_

_

A potem z martwych 

wstał

i odszedł     

i nikt Go już więcej 

nie widział

chociaż …

kiedyś podobno 

zjawił się w jakimś

amerykańskim show              

w katolickiej stacji o nazwie 

“Rachunek sumienia”

czy coś w tym rodzaju           

i kiedy przyszlo do pytań 

ktoś z widowni zawołał:

poruszająca historia                            

ale czy warto było ?!

zaległa kłopotliwa 

cisza

słychać było jedynie

buczenie potężnych

reflektorów                      

a On milczał 

nie odpowiedział

minę miał                            

frasobliwą    

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Alexey Kondakov

RZECZ O STWORZENIU ADAMA CZYLI CO TAK NAPRAWDE ZOBACZYŁEM   W KAPLICY SYKSTYŃSKIEJ

  

 

_

_

A wtedy Adam

w lekceważącej pozie

bez lęku                                    

bez szacunku

i jakby znudzony

spojrzał w oblicze Pana

nie chciałem byś mnie stworzył

nie prosiłem o to – powiedział 

nie chcę byś mnie pouczał

beształ lub nagradzał                         

nie chcę udręki istnienia

wśród niebosiężnych stosów      

obietnic i zdrady

i wyrzutów sumienia   

nie chcę zaległych rachunków   

migreny

raka prostaty   

rozterek i nudy

i tego wiecznego lęku

o bliskich

o prawdę    

o sens

po co mi to ? 

dlaczego ?

Pan zapałał gniewem

na ten brak wdzięczności

a zlęknione Anioły

chwyciły go za poły

jego zwiewnej szaty

ciągnęły za ramiona 

przerażone

próbowały zapobiec

najgorszemu …

masz być ! – wołał Pan

i groził niewdzięcznemu 

palcem bożym

masz  być !

bo taka jest moja wola !

lecz Adam niewzruszony

pomyślał jedynie    

jak chcesz

lecz wiedz 

że będę sprawiał problemy …

a w prawej dłoni 

ukrył ostry 

kamień

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: … wiadomo

NIEDZIELNY PORANEK W CYWILIZOWANYM EUROPEJSKIM KRAJU

_

_

O tej porze roku

koło szóstej rano                                 

jest już jasno

gdy wychodzę z sypialni

kot staje na mej drodze

krzyczy na mnie

i wywija ogonem

prowadzi mnie do kuchni

gdzie stoi jego pusta

miseczka 

skandalicznie pusta

miseczka

dosypuję mu karmy

ociera się o poły                         

mojego szlafroka

lecz nadal zagniewany

wywija ogonem

bym czasem nie pomyślał 

że wszystko jest tak całkiem

do końca

okej

i je …

i dopiero wtedy

myję zęby             

i tak dalej

parzę kawę

i włączam komputer

by sprawdzić kto tymczasem 

i komu

spuścił rakiety na głowę

który kraj uderzył w sąsiada      

jakie miasta spalono

wsie rozjechano czołgami         

ile dzieci zginęło

pod gruzami

ile matek

głodnych  

zakrwawionych

z tobołami

piaszczystymi drogami

donikąd …  

kot staje w drzwiach gabinetu

znowu miauczy

chce dokładkę 

wstaję i idę do kuchni

ech 

kocie

kocie – powiadam

przy okazji 

robię sobie grzankę

i dolewam kawy.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Arthur Greenspon // kwiecień 1968 / Wietnam / sierżant Watson Baldwin kierujący śmigłowcem ewakuacji medycznej.

EMERYTURA

_

_

Zabiorę Cię do kawiarni                     

w domu towarowym “Biltema”

tym obok centrum ogrodniczego

weźmiemy dwa ptysie

(i plastikowe widelce)

oraz jeden gazowany

sok pomarańczowy na dwoje

ze względu na moje serce

i Twój  żołądek                           

nie weźmiemy kawy

zapytasz czy nie powinniśmy 

kupić ziemi do kwiatków

nie odpowiem

filozoficznie dumając 

ile mieliśmy szczęścia

i czym zasłużyliśmy na to

że ten los łaskawy   

zaprowadził nas dwoje

razem    

aż  tutaj

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

SYBKIE BUTY

_

_

Poszliśmy do galerii

bo chciałem kupić chłopcu

nowe buty

wybrałem kilka par  

dobierałem rozmiary

kolory

fasony

doradzano nam różne 

marki

i modele

lecz on miał tylko jedno 

kryterium oceny

cekaj tata – wołał

zobacę cy som sybkie !

po czym liczył do trzech

i  startował  

(w jego pojęciu zapewne

był szybki jak strzała)

i biegał po lśniącej posadzce

od kasy do drzwi

i z powrotem

a potem 

zdyszany

zdawał mi relacje 

sybkie – mówił

mogom być                                       

albo

te som za słabe …                                   

sprzedawcy się uśmiechali           

ja byłem po ojcowsku

cierpliwy 

lecz on dokładnie wiedział

czego mu potrzeba

i po cośmy tutaj 

przyszli 

robił swoje … 

w końcu mu kupiłem 

te najszybsze

chociaż były drogie    

i w nieciekawym kolorze

śmigaj synu – pomyślałem 

i niech Bóg zawsze

prostuje twoje

ścieżki   

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: arch. wł. (2003)

ŻART 

_

_

W konsulacie RP

w Kopenhadze

młoda urzędniczka spytała

czy pobieram w kraju

emeryturę

ja ?

emeryturę ?

ja nie dalej jak wczoraj 

pierwsze piwo

pierwsza dziewczyna

pierwsza wypłata 

przecież jeszcze niedawno

by kupić butelkę wina

musiałem pokazać

dowód   

a na ulicy 

wołano za mną   

hej – młody człowieku !  …

nie jestem emerytem – odrzekłem

klik …

klik …

klik …

pana nowy paszport – powiedziała

będzie ważny przez 10 lat

klik …

w moim przypadku zapewne 

będzie to dokument

dożywotni – zażartowałem 

nie uśmiechnęła się

ja też nie.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Jacek Malczewski / Autoportret (1925)