GWIAŹDZISTA NOC

_

_

Wyobraźmy sobie 

że Ziemia to ziarenko 

piasku

powiedział profesor                   

wtedy Słońce będzie 

wielkości pomarańczy

i będzie leżało              

12 metrów dalej  

zaś Proxima Centauri

czyli najbliższa z gwiazd

trzymając się tej skali

będzie odległa o jakieś 

trzy 

tysiące               

kilometrów …

zamknąłem laptopa    

musiałem to sobie           

przemyśleć 

wsiadłem na rower 

i pojechałem nad             

zatokę

poszedłem na długi spacer

wzdłuż plaży …

z punktu widzenia kosmosu

pozostałem w bezruchu

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal : „Gwiaździsta noc nad Rodanem” / Vincent van Gogh  (1888)

„ATALANTA” fragment dziennika (2003)

_

_

31

Wyszedłem na pomost, by uzupełnić zbiorniki z wodą. Wywlokłem gumowy wąż z najbliższej szafki i wpuściłem go do mosiężnego wlewu w pokładzie naszej łodzi. Wrzuciłem do automatu kilka monet, zabulgotało, licznik ruszył – poszło. 1000 litrów czystej, słodkiej wody za parę Euro. Znaczy niedrogo. Są miejsca na świecie, w których taka szafka z dozownikiem wody pitnej byłaby warta więcej niż szyb naftowy.

Po drugiej stronie pomostu kołysał się duży, dwumasztowy szkuner z USA. W blasku zachodzącego słońca napis na jego burcie “QUEEN OF THE BLUE FLORIDA” zdawał się fosforyzować. Wiatr monotonnie stukotał linkami o aluminiowe maszty – puk puk puk – puk puk puk.

Takie łodzie to zazwyczaj królowe czegoś tam, potężne księżne, greckie boginie, lub córki magnatów – pomyślałem. Jakoś nigdy nie spotkałem łodzi o nazwie “STERANA PRACZKA” “SALOWA Z UROLOGII” albo “PANI JOLA Z BAZARU” Od urodzenia obracałem się raczej wśród tych drugich i przysięgam, wiele z tych kobiet zasługuje na to, by ich imionami nazywać najpiękniejsze żaglowce świata. Gdybym ja miał taki jacht, nazwałbym go “CÓRKA CIECIA Z WISTOMU” na cześć pewnej niezwykłej kobiety, którą poznałem przed laty …

Nie żartuję.

Tak to widzę.

Zawsze tak to widziałem.

Oto zapewne jeden z powodow, dla ktorych ja nigdy nie będę miał własnego szkunera.

32

“ATALANTA” była przycumowana do pomostów w ośmiu punktach, ośmioma linami i od czasu do czasu należało skontrolować każdą z tych lin. Zwykle zajmowało mi to nie więcej niż parę minut. Tak było i tym razem, tu naciągnąłem, tam popuściłem, sprawdziłem węzły i uznałem, że wszystko jest ok. Wstałem, otrzepałem kolana, zapaliłem.

Dopiero wtedy dostrzegłem chłopaka siedzącego po turecku na pokładzie amerykańskiego szkunera. Wyglądał na Latynosa, chociaz mial jasnoniebieskie oczy… zadziwiające zestawienie. Gapił się przed siebie i wykrzywił twarz w dziwnym, bolesnym grymasie.

Nie wyglądało to dobrze.

– Ej, kolego. wszystko w porządku? – spytałem

Ocknął się i spojrzał na mnie.

– Jak najbardziej – powiedział – To miało być zachodzące słońce, ale nie wychodzi … wciąż nie wiem jak to zagrać.

O cholera, mim ! – pomyślałem. Od dziecka balem sie, ze kiedys natknę się na mima.Takiego co to wszędzie napotyka szyby, których nie ma, i próbuje je ominąć. Dzieci zazwyczaj boją się clownów, ja bałem się mima.

– Jestem aktorem – powiedział i zeskoczył na pomost.

Wcale mnie to nie uspokoiło, bałem się, że zaraz odstawi numer z szybą. Uśmiechnął się i poprosił o papierosa, więc go poczestowalem, ale nawet na moment nie spuszczałem go z oka.

Staliśmy tak chwilę, popalając w milczeniu.

Od zawsze byłem zdania, że jeśli na początku listy męskich zawodów jest drwal i nurek głębinowy, to na jej szarym końcu jest mim. No, są jeszcze ci tancerze, co mają tyłeczki jak ziarenka kawy i wywijają nimi jakby mieli szerszenia w spodniach …

Ale ok, miałem przed sobą aktora.

– Jestem Noah – powiedział chłopak – Studiuje aktorstwo w Bostonie, ale wziąłem rok urlopu, bo akurat mój brat postanowił opłynąć świat dookoła, to zabralem sie z nim, bo przecież każdy marzy o podróży dookoła świata, nie?

– Jasne.

– Wielu rzeczy się nauczyłem w tej podróży, a dopiero ⅓ drogi za nami. Dziś na przykład spotkałem ciebie.

– Też się cieszę – powiedziałem.

Noah sięgnął do wiadra stojącego na pokładzie szkunera i wyjął z niego dwie puszki piwa.

– Niemieckie – powiedział, podając mi jedną z nich.

Słyszałem to i owo o amerykańskim piwie, więc nie zdziwiła mnie ta uwaga. Otworzyliśmy puszki i mrużąc oczy pociagnęliśmy z nich, jak dwaj zgrani trębacze. Piwo było zimne, perliste, jak najbardziej niemieckie.

– Teraz ty opowiedz mi swoja chstorie – powiedział chlopak.

– Nie mam historii – odrzekłem – Jestem malarzem.

– Aha? Znaczy malujesz? Studiujesz malarstwo?

– Nie, ja jestem … dekorator, robotnik … maluję ściany, płoty i takie tam …

– No i fajnie !

Nie wyglądał na zbitego z tropu. Uśmiechał się od ucha do ucha. Sprawiał wrażenie sympatycznego, życzliwego gościa.

Znowu łyknęliśmy.

– Ale wasze holenderskie Camele smakują inaczej, niż nasze amerykańskie Camele – powiedział

– To sa polskie Camele, jestem Polakiem, przywiozłem je z Polski. Mam jeszcze kilka paczek.

– Aha. Ale to jest Holandia? – zapytał, wskazując na ląd za naszymi plecami.

– Holandia jak cholera – odrzekłem.

Roześmiał się szczerze, pokazując wszystkie zęby. Gdybym miał takie zęby, też bym się tak śmiał.

– Polska, Polska … eee … jakoś nie znam żadnego polskiego aktora.

– Ciekawe dlaczego? Ja znam wszystkich amerykańskich.

– Ha ha ha.

– He he he.

Łyknęliśmy .

– A Rutger Hauer to Holender.

– Naprawdę? – zdziwiłem się – Tego nie wiedziałem.

– Polanski ! – wykrzyknął – Ale to reżyser … chociaż i aktor. Zdecydowanie.

Otworzyliśmy kolejne puszki. Moc niemieckiego piwa zakołysała pomostem. A może to tylko fala przypływu, bo był przypływ i w ciągu paru godzin mieliśmy się wraz z całym systemem pływających platform i pomostów wznieść o prawie dwa metry w górę.

– Hmm. Czemu nie znam żadnego polskiego aktora? – dociekał Noah.

– Może dlatego, że w ogóle nasze kino jest ostatnimi czasy … do dupy?

– Nie wolno ci tak mówić. Na pewno tak nie jest.

– Tak właśnie jest, niestety.

Z rezygnacją zgniotłem pustą puszkę. Noah podał mi następną.

– Nie. Nie. Na pewno tak nie jest – powiedział.

– Ależ tak …

– Nieee … nie.

– Ale skąd wiesz, skoro nie znasz żadnego polskiego …

– Ale posłuchaj …

– Nie, nie …ty posłuchaj …

Spierajac się odpalaliśmy kolejne papierosy. Z daleka mogło to wyglądać jak jakiś poważniejszy, międzynarodowy, czy międzykontynentalny zatarg. Dick obserwował nas ze sterówki naszej łodzi i nie wiedział co jest grane. Na wszelki wypadek wyszedł na pokład.

– Ty, uważaj, to jest Jankes! – zwrócił się do mnie – Jak mu włos spadnie z głowy to oni zaraz tu poślą lotniskowiec wielki jak pół Holandii !

– Dick, to jest Noah – powiedziałem – Noah, to jest Dick.

– Hej Dick! – zawołał Noah – Masz naprawdę piękną łódź !

– Wiem !

– Pogadajmy o tym! Wpadnijcie do nas wieczorem na piwo!

– Ok! Jesteśmy umówieni! – Dick wzniósł kciuk do góry.

33

Ten wieczor spedzilismy na niebieskim szkunerze z Florydy.

Sporo piliśmy.

Unia Europejska bratała się z Unią Stanów Ameryki.

Gadaliśmy o łodziach i o oceanie.

Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy.

Potem Dick i kapitan szkunera zabrali jedna z flaszek oraz szklanki i zeszli do maszynowni obejrzeć silniki. Amerykanin twierdził, że nie ma lepszych silników morskich niż ich Caterpillar. Dick miał na “Atalancie” dwa potężne motory Stork Werkspoor i nie dal o nich złego słowa powiedzieć. Nie wiedziałem który z nich ma rację, ale do głowy mi nie przyszło, żeby wyrywać się z rodzimymi markami.

Tymczasem Noah otworzył laptopa i począł szukać w sieci czegoś o polskich aktorach i polskim filmie w ogóle. Zamierzał drążyć temat. Nie znalazł tego wiele i wydawał się by tym strapiony.

– “Quo Vadis”! – zawołał wreszcie – O, to Polak napisał ! Hmm. Nagroda Nobla. Nie wiedziałem.

Nic dziwnego, że nie wiedział. Przypomniała mi się anegdota o amerykańskim tłumaczu “Trylogii” który zawołanie “Czołem, mości panowie!” opisał jako staropolski zwyczaj stukania się czołami na powitanie.

– Bardzo dobre! Film piękny. Klasyka – powiedział Noah.

Miał pewnie na myśli “Quo Vadis” z 1951 r. z Peterem Ustinovem w roli Nerona. Opowiedziałem mu pokrótce o polskiej superprodukcji, najdroższym (18 milionów $) projekcie w historii polskiego kina. O tekturowych dekoracjach, martwych dialogach, miotających się w kadrze plastikowych aktorach i o rzymskich legionistach, którzy wyglądali, jakby właśnie wyszli od fryzjera na Marszałkowskiej. Jedno wielkie oszustwo.

– Zdumiewające – powiedział Noah – Ale co masz na mysli mowiac plastikowi aktorzy ?

No i … znowu wdalem sie w dyskusje o kulturze wysokiej, nie moja bajka, ale skoro zacząłem to trzeba w to brnąć.

– Oni sa jakby powycinani z plastikowych reklam. Mało wiarygodni.

– Wszyscy?

– Moze z wyjatkiem jednego. Ten miał wszystko w dupie, to był wiarygodny. Ale on zawsze gra byłych policjantów, albo ochroniarzy …co mają wszystko w dupie …

– A co znaczy “miotający się aktorzy” ? Nie wiem czy dobrze to rozumiem.

Wpatrywał się w moje usta, łaknął wiedzy, przypierał mnie do muru i cierpliwie podrzucał mi słówka, gdy się zająkiwałem. Choć i tak nieźle mi szło. To niemieckie piwo w cudowny sposób poszerzało zasób angielskich słów i terminów. Miałem nawet wrażenie, że z moim akcentem jest lepiej – czary.

– Najlepiej to widać kiedy oglądając film wyłączy się fonie – powiedziałem – Czasem tak robię. Wpatruje się przez kilka minut w ekran i wtedy dostrzegam tę całą … groteskę. Facet, który mówi “podano do stołu” robi to całym sobą, podskakuje, potrząsa łbem, wybałusza gały, wymachuje łapami … miota się! Jezu! Ludzie sie tak nie zachowują!

– Chcesz powiedzieć, że polscy aktorzy forsują?

– To wlasnie chcialem powiedziec …

– Wiesz … – Noach podal mi kolejna puszke piwa – Moze to jest sceniczna szkoła gry. Stara, dobra, klasyczna szkoła … bardzo cenna. Wiesz … Stanisławski … Polak?

– Rosjanin

– Ten model angażuje w grę cały organizm. Ekspresja skierowana do widza siedzącego na widowni, gdzieś w ostatnim rzędzie, tak zwany szeroooki, teatralny gest …

– Cholera. To może reżyser powinien im powiedzieć, że grają w filmie ? …

Dick i kapitan szkunera wyszli z maszynowni, umorusani i szczęśliwi. Kapitan, brat Noaha, wyglądał tak jak Noah, tylko kilka lat starszy. Reszta ich zalogi pojechala do Amsterdamu, zobaczyc Dzielnice Czerwonych Latarnii.

Na blacie pojawiła się flaszka whisky, szklanki, lód.

Dziś będzie bujało – pomyślałem.

– On jest źle nastawiony do polskiego kina – powiedział Noah wskazując mnie palcem.

– Obejrzyj polskie “Quo Vadis” – odrzekłem.

– Ale wasze kino nie kończy się na “Quo Vadis”.

– No. Jest jeszcze “Wiedźmin” – powiedziałem i ryknąłem śmiechem.

Tak się śmiałem, że po chwili śmiali się razem ze mną, choć nie wiedzieli z czego. Uśmialiśmy się do łez.

– Daj spokój Noah – powiedziałem przez łzy – lepiej porozmawiajmy o kobietach.

– A jakie macie w Polsce aktorki? – zapytał i znowu wybuchnęliśmy śmiechem.

Rechotaliśmy jak licealiści, głupkowato, szczerze, do rozpuku. Tego było mi trzeba.

– Jednak musi być w waszym kinie coś dobrego – Noah nie odpuszczał.

– Coś tam się znajdzie, przyjacielu. Coś się znajdzie. Ale w 9 przypadkach na 10 czuję się oszukany, nafaszerowany kitem, nikt nie traktuje mnie poważnie …

Zmarkotniałem. Opróżniłem szklaneczkę na ciepło, bez lodu.

Może niepotrzebnie otwierałem dziób? Może wypiłem za dużo piwa, a niewiele tego dnia jadłem. Noah dostał czkawki. Jego brat zasnął. Dick dorwał się do ich map i studiował je zawzięcie, jakby się spodziewał znaleźć tam jakieś lądy, o który my, w Europie, jeszcze nic nie wiemy.

– Ty… Noah, ty traktujesz aktorstwo poważnie? – zapytałem.

Bóg mi świadkiem – powiedział i uderzył się pięścią w swoją amerykańską pierś.

Gdzieś z tyłu głowy usłyszałem kawaleryjskie trąbki i łopot gwiaździstego sztandaru.

– Był taki brytyjski film – powiedziałem – “Misja”

– Ta “Misja” ? – zapytał.

– Ta. Jest tam scena śmierci Rodrigo Mendozy. Rodrigo to był zły człowiek, porywczy, hulaka, łowca zbiegłych niewolników, zabił setki Indian i wreszcie w bójce o kobietę zadźgał swojego młodszego brata, którego kochał nad życie…

– Niezly syf – Noah pokręcił głową.

– Po tym wszystkim ten Jezuita, Jeremy Irons, wyciąga go z dołka.

– No. Tak było.

– Wreszcie Rodrigo, teraz zakonnik, ale w głębi duszy wciąż wojownik, staje w obronie straconej, jezuickiej sprawy. Pamiętasz tę scenę?

– Ale … ktorą ?

– Jak Rodrigo zginął !

– Rodrigo nie żyje?! – zapytał brat Noaha, ale zaraz głowa mu opadła i znowu zasnął.

Łyknęliśmy.

– Rodrigo przybiega do osady – ciagnalem – Chaty wokół ploną, wróg morduje niewiniątka. Mendoza ratuje jakieś dziecko i przy okazji dostaje pierwszy postrzał. Biegnie do miejsca, gdzie wcześniej założył pułapkę, pociąga za sznur, ale pułapka nie wybucha. Strzelają do niego, a on próbuje wysadzić ich w powietrze. Kolejna pułapka zawodzi. Słania się na nogach, ciagnie kolejny sznur, nagle wśród opadającego dymu ukazuje się kilka wycelowanych w jego pierś muszkietów. Pluton egzekucyjny, normalnie. Ich dowódca trzyma w ręku drugi koniec sznura, tego który miał wysadzić beczki z prochem. Uśmiecha się skurwysyn. Przez chwile patrza sobie w oczy. Pada komenda i grad kul powala Rodriga na plecy. Jednak nieszczęsny… jeszcze żyje. Ma jeszcze na tyle siły, aby unieść głowę i zobaczyć jak ginie jego przyjaciel, ten Jezuita …

– Tak było. Tak było, człowieku…

Zapaliliśmy. W milczeniu wypiliśmy za dusze Rodriga Mendozy.

– A przypominam ci te scene dlatego – powiedziałem wreszcie – że jest to wyjątkowo dynamiczna, kilkuminutowa scena, z gigantycznym ładunkiem emocji … I przez te kilka minut, na twarzy Roberta De Niro, który gra Rodriga, nie drgnął prawie żaden mięsień! On to zagrał … kurwa … on miał tylko ten smutny wyraz bezgranicznego zdumienia na twarzy … od początku do końca ! W takiej scenie !

– De Niro!

– De Niro, człowieku! Gdyby to zagrał czołowy aktor z tej naszej aktorskiej szkoły, to by się tak gębą przez te parę minut nawywijał, tak by się nawytrzeszczał, usmarkał … Chryste! A i tak byś się czuł oszukany. De Niro nas nie oszukał. On sie do tego rzetelnie przyłożył. Potraktował nas uczciwie. Ja mu uwierzyłem. Rodrigo Mendoza naprawde umarl.

– Tak było … hek … człowieku.

– Mogę ci opisać kilka scen umierania w polskim kinie. Choćby śmierć Nerona w rzeczonym “Quo Vadis” … Wybitni aktorzy, rozumiesz, facet umiera, a ty nie wiesz czy on naprawdę umiera, czy tylko się zesrał i jest tym zdruzgotany …

– Genialne. Będę musiał obejrzeć jakiś polski film !

– Polecę ci kilka tytułów … albo bierz co leci …

– Taa … De Niro.

– De Niro, człowieku.

Wypiliśmy zdrowie Roberta De Niro.

– Albo ten … Nicolas Cage, w “Opuszczając Las Vegas” – powiedziałem.

– Oskar! Oskar, człowieku!

– No. Gość przyjeżdża do obcego miasta, bo tam bary są otwarte 24 godziny na dobę. Celowo przyjechał żeby się zachlać. Znaczy … samobójstwo.

– Okropna śmierć – powiedział Noah i dopełnił nasze szklaneczki.

– I wynajął pokój w jakimś motelu. Idzie za boyem, który prowadzi go do tego pokoju, wiesz, ciemny korytarz, schody, dwóch gości idzie … nudy … boy otwiera drzwi pokoju i znika w środku, ale Cage nie wchodzi … przystaje na chwile … stoi tak … widzimy go z boku … kamera pokazuje tylko profil. To trwa zaledwie parę sekund, ale wiesz co … ciary mnie wtedy przeszły. Nie wiem jak on to zrobił, bo nic nie mowil, nie poruszał się – a ja poczułem cala tę grozę, jaka poczuł facet, który nagle zdaje sobie sprawę, że oto zaraz wejdzie do pokoju, w którym przecież … ma umrzeć ! Człowieku! Wiesz jak by te chwile zawahania zagrał czołowy aktor tej naszej szkoły? Rzuciłby się na przeciwlegla sciane. Rozdarł koszulę na piersi i potężnym głosem zawołał “ O BOOOŻE !” Rozoralby sobie policzki pazurami, naciągnął by sobie dolną wargę na nos, po czym wyjął by z teczki gumowy młotek i zacząłby się nim napierdalać po głowie! A i tak, mimo tej nadludzkiej ekspresji, nikt by sie nie domyslil na czym polega jego problem!

– Tak było – powiedział Noah i znowu czknął.

Dzick złożył mapy i przysiadł sie do nas. Napelnil swoja szklaneczke. Zapalil.

– O czym rozmawiacie? – zapytał.

Eeee … twój kolega wziął oscarowych aktorów z najwyższej półki – powiedział Noah – a przecież to jasne, że polskich aktorów nie można równać z tym … Robinem de Nitro i Nicolasem Gagasem … hek …

– Tez tak mysle – przyznałem.

Noah patrzył gdzieś w przestrzeń. Kiedy sie odezwalem odwrócił się w moja stronę i przez chwile szukal mnie wzrokiem, choć siedziałem tuż obok.

– Na sdarovje! – powiedział kiedy mnie wreszcie namierzył.

– Może wystarczy? – zapytał Dick – Będziecie rzygać.

– Co ty ?

– Wyglądacie jakbyście mieli rzygać.

Spojrzeliśmy po sobie i bez słowa zabraliśmy się do wychodzenia na pokład. Trochę to trwało nim znaleźliśmy wyjście. Dick zgarnął butelkę, bylo jasne, że teraz cala należy do niego.

Resztę nocy spędziłem w szalupie z kamizelka ratunkowa pod głową. Gwiazdy szalały nade mną do świtu, Wielki Wóz wirował w nieustającym korkociągu. Nieludzka, kosmiczna udręka.

Noah jeszcze przez jakiś czas kotłował się po pokładzie, rzucał we mnie kołem ratunkowym, zachodziła obawa, że wpadnie do wody. Jednak Dick, człowiek, który znał morze jak mało kto, obezwładnił go wreszcie i położył spać pod pokładem.

Ranek był bezlitosny dla nas wszystkich.

Mnie dodatkowo dreczylo poczucie, że wygadywałem jakieś bzdury…

Jeśli kogoś uraziłem, to nie mam nic na swoje usprawiedliwienie …

Amerykanie wyszli w morze późnym popołudniem.

Nigdy się nie dowiedziałem czy Noah opłynął świat dookoła.

I czy obejrzał jakiś polski film.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

na fot: „ATALANTA” (tutaj juz w rekach nowego wlasciciela, po remoncie)

ZAWSZE MÓJ  

_

_

W pewnym państwowym rejestrze 

jest zapisane

że nadal  mam psa

to znaczy suczkę 

rasy Bullmastiff

imieniem Anne-Marie

gdy tymczasem

na jej grobie wyrosła 

jabłoń                                  

co zdążyła  już wydać        

owoce …

trzeba by to 

sprostować – pomyślałem

lecz zaraz uznałem

że nie 

nie trzeba

bo to … prawda

bo ja go nadal mam

tego psa

i będę go zawsze 

miał

w sercu

podobnie jak przyjaciół 

co odeszli

albo na przykład         

młodość …

bo on jest 

i będzie

dozgonnie

niezbywalnie

mój 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

PRABABCIA APOLONIA

_

_

Prababcia Apolonia

utrudzona życiem

zmarła rok po Hitlerze

ale przecież w Niebie

od tamtej pory

do teraz

to tyle co krótka modlitwa

ledwie chwila …

prababcia Apolonia

wstała o świcie

napiła się zimnego

mleka

nakarmiła ptaki

i usiadła w słońcu

na ławeczce

a jeden z gołębi

przysiadł na jej

ramieniu

gołębiu

ptaku niebieski – powiedziała

poleciałbyś na Ziemię

a zobacz co tam słychać

bom strasznie ciekawa

i gołąb odfrunął

ale zaraz wrócił

bo dla nich

tam w Niebie

ziemski świat oblecieć

to jedna zdrowaśka

chwila tylko …

gdzieś był

i coś widział – spytała Apolonia

widziałem twojego

prawnuka

Haralda – odrzekł ptak

a jak mu się żyje?

opowiadaj !

ptak rozłożył skrzydła

jest taki gruby – powiedział

ma automobil

kilka zegarków

sześć par spodni

i tyleż par butów

każde na inną pogodę

wyobraź sobie

toaleta ze spłuczką

ciepła woda z kranu

i bawełniane ręczniki

bułki jada codziennie

a mięso i wędliny

to kiedy tylko

chce

kupuje owoce

o których ty nawet

nie śniłaś

mango

papaje

avokado …

i pija trunki

przywiezione ze Szkocji

Francji

lub Włoch

śpi w czystej pościeli

zmienianej co dwa

tygodnie

żarówki elektryczne

ma w każdym pokoju

radia nie wyłącza

pali światło po nocy

i trzyma w domu

rasowe psy …

a jak u niego

ze zdrowiem ?

czy zdrów? – zapytała

wystarczy powiedzieć

że zadbany – odrzekł ptak

grubo po czterdziestce

a ma swoje zęby

proszę ja ciebie

i czyste paznokcie …

ho ho

sąsiedzie ! – zawołała babcia

do pana Antoniego

co akurat wyszedł

przed swoją chałupkę

po drugiej stronie drogi

mój prawnuk Harald

żyje jak lord !

to bogacz

wielki pan

i milioner !

taaak …

i kto by pomyślał ?

westchnęła

kto by to

pomyślał ?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

ilustr: Evgeny Zubkov

PORCELANOWE FIGURKI

_

_

Babcia żyje jeszcze

ale nie widzi

jest słaba                              

i nie dba już o swoje 

porcelanowe figurki

sprzątaczka ściera z nich kurz

co drugi tydzień

ale do nich nie mówi …

figurki tracą duszę 

dusza tego domu

zwija się powoli

niczym dym z papierosa

na filmie puszczonym

od tyłu                                 

dusza tego domu

kolejno opuszcza sprzęty

kurczy się

cofa                                       

do swojego źródła                                         

w sercu babci …

figurki w końcu trafią    

na targowisko staroci

młoda dziewczyna powie

do swojego chłopaka

“patrz jakie tandetne 

te figurki

zupełnie bez duszy …”

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

170 000 SŁÓW 

_

_

 

Otworzyłem dziś plik 

z wierszami napisanymi 

w ciągu ostatnich dziesięciu 

lat

program mówi                        

że jest tam ponad                  

sto siedemdziesiąt tysięcy

słów                                       

tymczasem ja 

nie jestem nawet o milimetr bliżej 

prawdy

czy w ogóle

czegokolwiek

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

TAK MIAŁO BYĆ 

_

_

A jeśli nagle                                

trudno ci się dogadać

z własnym synem                       

bo on myśli inaczej

mówi inaczej

inaczej się ubiera

i żywi się sushi …                         

to dziękuj Bogu

bo tak właśnie miało      

być

i jeśli nagle                                           

ciężko ci zrozumieć

własnego syna                               

bo wasze kody

i algorytmy

są jakby z innych                              

podręczników

to śpij spokojnie 

i hallelujah !

bo tak właśnie miało

być                                        

bo gdyby był taki 

jak ty

to by znaczyło                                      

że nie jest gotów

gdyby był taki 

jak ty

to by niechybnie 

poległ                   

nie dałby rady                    

temu nowemu         

wspaniałemu               

światu

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Stan.

ALZHEIMER I ŁZA 

_

_

W Wigilię miała dyżur

zawiozłem ją do pracy

bo było ciemno

zimno  

i padał mokry śnieg

mamy nowego pacjenta – powiedziała

i on wczoraj 

późnym wieczorem 

stał przy swoim łóżku

z kołdrą na głowie 

i się kołysał                                                  

wiesz …

wyglądał jak rabin

nakryty modlitewnym szalem

dyskutujący z Bogiem …

ale on po prostu                            

chciał się położyć 

chciał iść spać   

tylko nie wiedział 

nie pamiętał                

jak …

głos jej jakby     

zadrżał   

milczałem 

chwilę potem wysiadła      

kątem oka widziałem 

jak skrycie ociera

łzę …                                    

a może się mylę            

przecież to pielęgniarka

z dwudziestoletnim 

stażem 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys: Paul Cadden / Study VII  (2024)

ŚWIĄTECZNA IDEE FIXE

_

_

To były bardzo trudne

i siermiężne czasy

czarno – biała nijakość

życie na kartki

ale święta to święta

choinka to

choinka

święta rzecz

rzecz święta

zwłaszcza dla dwunasto

i dziesięciolatka …

heroicznie sięgnęliśmy wyżyn

dziecięcego sprytu

i poświęcenia

(to długa historia)

aby kupić rodzicom

butelkę ormiańskiego

koniaku

Araratu

ulubionego trunku Stalina

byliśmy niezwykle dumni

z tej cennej zdobyczy

ochom i achom

miało nie być końca

gdy rodzice otworzą swój prezent

w ten wigilijny wieczór

ja

i mój brat

co rusz zachodziliśmy

do naszego pokoju

aby sprawdzić

czy pudełko z czerwoną kokardą

aby na pewno leży w schowku

za tapczanem

i czekaliśmy okazji

czekaliśmy

aż pod drzewkiem

zjawią się nasze prezenty

a nie oczekiwaliśmy wiele

kilka pomarańczy

tabliczka czekolady

skarpetki …

lecz tamtego roku

rodzice

z jakiegoś powodu

mieli gorsze dni

nie byli rozmowni

trzaskali drzwiami

palili więcej niż zwykle

wigilijna kolacja

była byle jaka

a potem pili wódkę

i oglądaliśmy TV

prezentów nie było

nie było niespodzianki

zaprzęg Mikołaja

przy naszym domu nie stanął

choć słyszeliśmy dzwoneczki …

ten kawałek parkietu

pod choinką

był kwintesencją pustki

emanacją próżni

istotą nicości

a my dwaj

dwunasto

i dziesięciolatek

poczuliśmy w sercach

dziwny

nieznany nam dotąd smutek

i niezręczność

było nam obu

jakby trochę

wstyd …

by nie wprawić rodziców

w zakłopotanie

nie pytaliśmy o nic

milczeliśmy

nie patrząc sobie w oczy

udawaliśmy

że wciągnął nas jakiś

czarno-biały

czeski film

o reniferach …

tę flaszkę Araratu

sprzedaliśmy potem

tym samym osiedlowym łobuzom

od których ją kupiliśmy

tyle że teraz

za pół ceny …

minęły lata

dziesiątki wigilii

kilkadziesiąt choinek

lecz ja do tej pory

w każde święta

obsesyjnie myślę

o tym …

niezmiennie powraca

i dręczy mnie

tamten smutek

to jest moja własna

opowieść wigilijna

moja przeklęta

świąteczna

idee fixe

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Mary Ellen Mark